Jasna przestrzeń coworkingowa ze stanowiskami pracy
Cowork lokalny

Cowork blisko ludzi. Potrzeba była od dawna, technologia pojawiła się dopiero teraz

Coworking nie musi kończyć się na centrum miasta. Blisko domu, z automatyczną rezerwacją i dostępem, może uzupełniać mieszkanie i biuro — bez recepcji i bez godziny w korku.

Przez lata coworking kojarzył się z centrum miasta. Ze szklanym biurowcem, reprezentacyjnym holem, recepcją i kawą serwowaną w designerskiej kuchni. To atrakcyjny model, ale czy jedyny możliwy?

Co z osobą, która nie potrzebuje prestiżowego adresu, tylko spokojnego biurka kilka minut od domu? Co z pracownikiem zdalnym, który chce odbyć ważną rozmowę bez dzieci biegających za plecami? Co z mieszkańcem osiedla, który nie chce spędzić godziny w samochodzie, aby przez kilka godzin popracować w ciszy?

Potrzeba istniała od dawna. Brakowało technologii, która pozwoliłaby odpowiedzieć na nią bez budowania całej infrastruktury tradycyjnego biura.

Dziś ta technologia już istnieje.

Między kuchennym stołem a biurowcem klasy A

Praca z domu miała być wygodna. Dla wielu osób rzeczywiście taka jest. Nie trzeba dojeżdżać, można lepiej organizować dzień, a ulubiony kubek zawsze stoi pod ręką.

Tyle że mieszkanie nie zawsze jest biurem.

Kuchenny stół nie staje się ergonomicznym stanowiskiem tylko dlatego, że postawimy na nim laptop. Salon nie zapewnia prywatności podczas rozmowy z klientem. Sypialnia niekoniecznie jest dobrym miejscem do negocjacji kontraktu. Nawet dobrze urządzone mieszkanie może przestać sprzyjać skupieniu, gdy pracują w nim dwie osoby, dzieci wracają ze szkoły albo sąsiad zaczyna kolejny remont.

Czy rozwiązaniem jest powrót do codziennych dojazdów?

Niekoniecznie.

Pomiędzy mieszkaniem a biurowcem w centrum istnieje przestrzeń na trzeci model. Profesjonalne miejsce do pracy dostępne blisko domu, wtedy, gdy naprawdę jest potrzebne.

Nie musi zastępować mieszkania ani firmowego biura. Może uzupełniać jedno i drugie.

Spokojne biurko w lokalnej przestrzeni do pracy

Dlaczego cowork powinien być bliżej?

Miasta przez lata oddzielały miejsca zamieszkania od miejsc pracy. Rano ludzie przemieszczali się w jednym kierunku, po południu wracali. Wraz z pracą hybrydową ten porządek zaczął się zmieniać.

Nie każdy musi być codziennie w siedzibie firmy. Nie każdy chce też pracować przez cały tydzień w mieszkaniu. Pojawiło się więc proste pytanie: dlaczego dobre miejsce do pracy nadal ma być oddalone o kilkanaście kilometrów?

Cowork blisko domu skraca dystans nie tylko w sensie geograficznym.

Skraca czas potrzebny na podjęcie decyzji. Skraca drogę od potrzeby do rezerwacji. Skraca cały proces, który wcześniej wymagał telefonu, wiadomości, oczekiwania na potwierdzenie i ustalenia sposobu wejścia.

Bliskość przestaje oznaczać wyłącznie adres. Zaczyna oznaczać dostępność.

„Powinno być na każdym osiedlu”

Dyskusje internetowe nie są badaniami reprezentatywnymi. Nie można na ich podstawie dokładnie policzyć popytu ani zaprojektować modelu finansowego. Potrafią jednak pokazać coś, czego czasem nie widać w tabelach: język codziennej potrzeby.

W jednej z dyskusji o coworkingach pojawiło się zdanie:

„Nadal tego dość mało, a powinno być na każdym osiedlu”.

W innym komentarzu czytelnik zauważył, że coworking kilka minut od domu jest dobrym pomysłem, ale powinien być finansowany przez osoby rzeczywiście zainteresowane korzystaniem z niego.

Te dwie opinie dobrze wyznaczają granice oczekiwania społecznego.

Mieszkańcy chcą przestrzeni blisko siebie, ale niekoniecznie chcą, aby jej koszty były bezwarunkowo rozkładane na całą wspólnotę. Chcą wygody, lecz jednocześnie przejrzystych zasad. Chcą dostępu, ale najlepiej wtedy, gdy faktycznie z niego korzystają.

Czyli czego właściwie oczekują?

Usługi dostępnej lokalnie, rezerwowanej elastycznie i opłacanej przez użytkownika.

Brzmi rozsądnie. Jeszcze niedawno było jednak trudne do zorganizowania.

Problemem nie był brak potrzeby

Dlaczego coworki przez lata rozwijały się głównie w centrach dużych miast i nowoczesnych biurowcach?

Odpowiedź jest mniej romantyczna, niż mogłoby się wydawać. Chodziło o ekonomię modelu.

Tradycyjny cowork potrzebował stałej obsługi. Ktoś musiał odpowiadać na pytania, potwierdzać dostępność, przyjmować płatności, wydawać karty, otwierać drzwi, przygotowywać dokumenty i pilnować kalendarza. Nawet prosta rezerwacja uruchamiała ciąg drobnych czynności.

Jeśli każda wizyta wymaga pracy człowieka, koszt tej pracy staje się kosztem stałym obiektu. Taki koszt da się pokryć tylko tam, gdzie przez większość dnia pojawia się wystarczająco wielu płacących użytkowników.

Dlatego model koncentrował się w centrum i w biurowcach klasy A: tam jest gęsty ruch biznesowy, wyższa gotowość do zapłaty za prestiżowy adres i większa szansa, że recepcja oraz hol „zarobią na siebie”. Na osiedlu potrzeba biurka blisko domu była realna, ale popyt bardziej rozproszony i zwykle bardziej wrażliwy na cenę. Przy ręcznej obsłudze lokalny cowork trudniej było utrzymać przy cenie, którą mieszkaniec zaakceptuje na co dzień.

Do tego dochodzi sam koszt lokalizacji. Reprezentacyjny biurowiec, recepcja, duży hol i rozbudowane części wspólne budują doświadczenie, ale nie są bezpłatne. Użytkownik płaci za nie również wtedy, gdy potrzebuje tylko spokojnego stanowiska i dobrego internetu.

Barierą nie był więc brak zainteresowania miejscami do pracy blisko domu.

Barierą był model, w którym tradycyjna obsługa wymuszała lokalizacje o wysokiej gęstości popytu — a poza centrum ten rachunek zwykle się nie domykał.

Co zmienia automatyzacja?

Wyobraźmy sobie, że użytkownik widzi informację o coworku w swoim budynku albo kilka ulic dalej. Skanuje kod QR, sprawdza, czy jest wolne miejsce, wybiera godzinę lub dzień, płaci i otrzymuje potwierdzenie.

Jeżeli obiekt korzysta ze zintegrowanej kontroli dostępu, ta sama rezerwacja może również umożliwić wejście. Bez odbierania klucza. Bez poszukiwania karty. Bez pytania administracji, kto dziś pełni dyżur.

To właśnie zmienia ekonomię całego modelu.

Cowork Booker może obsługiwać prezentację oferty, dostępność, rezerwację, płatność, komunikację z użytkownikiem, kalendarz oraz dostęp do obiektu zintegrowanego z zamkiem elektronicznym. Aktywna rezerwacja może stać się podstawą do przyznania uprawnienia do wejścia, bez ręcznego wydawania kluczy lub kart.

Rezerwacja i płatność za dostęp do przestrzeni na telefonie

Co to oznacza dla zarządcy?

Mniej powtarzalnej pracy.

Co to oznacza dla operatora?

Niższy koszt obsługi każdej kolejnej rezerwacji.

A dla mieszkańca?

Prostszy proces i większą szansę na cenę, którą można zaakceptować nie tylko od święta.

Blisko, szybko i dostępnie cenowo

Cena nie zależy wyłącznie od wielkości biurka ani jakości fotela. Jest sumą całego sposobu działania przestrzeni.

Jeżeli obiekt znajduje się w jednej z najdroższych lokalizacji miasta, utrzymuje stałą recepcję i prowadzi większość obsługi ręcznie, jednodniowy dostęp do stanowiska może kosztować około 80–120 zł. Jeżeli wykorzystuje lokalizację bliżej mieszkańców, ogranicza pracę ręczną i automatyzuje podstawowe procesy, możliwe staje się budowanie oferty w przedziale około 30–50 zł za dzień. To przykład potencjału ekonomicznego, nie obietnica ceny dla każdego obiektu. Ostateczny koszt zawsze zależy od lokalizacji, standardu, wyposażenia, sposobu finansowania i lokalnego popytu.

Różnica jest jednak znacząca.

Przy cenie zbliżonej do 100 zł użytkownik może traktować cowork jako okazjonalny wydatek. Przy cenie bliższej 30 lub 40 zł może zacząć korzystać z niego regularnie, wtedy gdy mieszkanie nie zapewnia odpowiednich warunków.

Nie chodzi przy tym o obniżanie jakości.

Dobry internet nadal jest potrzebny. Ergonomiczne stanowisko nadal ma znaczenie. Akustyka, bezpieczeństwo, czystość i oświetlenie nie stają się mniej ważne.

Zmienia się coś innego. Mieszkaniec nie musi płacić za elementy, których w danym momencie nie potrzebuje.

Potrzebuje dobrego miejsca do pracy. Niekoniecznie marmuru w holu.

Co zyskuje mieszkaniec?

Najbardziej oczywistą korzyścią jest czas. Cowork dostępny kilka minut od domu nie wymaga planowania całej wyprawy. Można zarezerwować go na dzień wymagający pełnego skupienia, na ważną rozmowę albo na kilka godzin pomiędzy innymi obowiązkami.

Ale czas to dopiero początek.

Osobna przestrzeń pomaga oddzielić pracę od życia prywatnego. Po wyjściu z coworku dzień zawodowy naprawdę może się skończyć. Laptop nie musi przez cały wieczór przypominać o niedokończonych zadaniach, stojąc na stole, przy którym za chwilę ma pojawić się kolacja.

Cowork daje też przewidywalność. Użytkownik wie, że znajdzie biurko, zasilanie, internet i warunki do rozmowy. Nie musi szukać wolnego stolika w kawiarni ani zastanawiać się, czy muzyka będzie dziś cicha.

Jest jeszcze coś mniej oczywistego.

Praca blisko domu może oznaczać pracę blisko ludzi, których do tej pory znaliśmy tylko z windy. Grafik mieszkający piętro wyżej, księgowa z sąsiedniego budynku, programista z drugiej strony ulicy. W tradycyjnym modelu wszyscy wyjeżdżają rano w różne części miasta. W lokalnym coworku mogą po raz pierwszy odkryć, że zawodowo dzieli ich mniej, niż sugerował adres firmy.

Czy każdy cowork stworzy aktywną społeczność? Oczywiście nie.

Ale bez wspólnej przestrzeni taka społeczność zwykle nie ma nawet gdzie się zacząć.

Co zyskuje budynek i osiedle?

Deweloperzy i zarządcy od lat poszukują udogodnień, które realnie wpływają na codzienne życie mieszkańców. Nie wystarczy już atrakcyjnie nazwana strefa wspólna na wizualizacji. Liczy się to, czy ktoś rzeczywiście będzie z niej korzystał.

Cowork odpowiada na zmianę, która już się wydarzyła. Praca weszła do mieszkań, ale mieszkania nie zawsze były na nią przygotowane.

Dobrze zaprojektowana przestrzeń do pracy może więc stać się takim samym elementem nowoczesnego budynku jak rowerownia, paczkomat, klub mieszkańca czy infrastruktura do ładowania samochodów elektrycznych.

Różnica polega na tym, że cowork nie musi być wyłącznie kosztem.

Może działać jako usługa komercyjna. Może przynosić przychód właścicielowi lokalu. Może być dostępny na preferencyjnych zasadach dla mieszkańców, a jednocześnie otwarty dla osób z najbliższej okolicy. Może także zwiększać atrakcyjność całej inwestycji i stanowić konkretny argument dla osób kupujących lub wynajmujących mieszkanie.

„W budynku jest przestrzeń do pracy” brzmi dobrze.

„Możesz ją sprawdzić, zarezerwować i opłacić w telefonie, a następnie wejść bez angażowania administracji” brzmi znacznie lepiej.

Czy taki cowork musi wyglądać w określony sposób?

Nie.

I właśnie na tym polega siła tej koncepcji.

W jednym miejscu może to być samodzielny lokal z wieloma stanowiskami i salami spotkań. W innym wydzielona strefa pracy w budynku wielofunkcyjnym. Gdzie indziej cowork połączony z salą konferencyjną albo przestrzenią dostępną zarówno dla mieszkańców, jak i lokalnych przedsiębiorców.

Skala powinna wynikać z potrzeb, możliwości nieruchomości i realnego popytu.

Nie należy zaczynać od pytania: jak duży powinien być cowork?

Lepsze pytanie brzmi: komu ma służyć i w jakich sytuacjach?

Czy ma być miejscem całodziennej pracy? Czy powinien obsługiwać spotkania? Czy mieszkańcy potrzebują głównie cichej przestrzeni do wideorozmów? Czy w okolicy działają freelancerzy i małe firmy? Czy obiekt ma być dostępny wyłącznie dla mieszkańców, czy również dla sąsiedztwa?

Odpowiedzi ukształtują przestrzeń znacznie lepiej niż gotowy szablon.

A co z bezpieczeństwem?

Automatyzacja bywa błędnie utożsamiana z brakiem kontroli.

W rzeczywistości może oznaczać kontrolę bardziej uporządkowaną.

Kod QR umieszczony przy wejściu nie musi być kluczem. Samo jego zeskanowanie nie powinno otwierać drzwi przypadkowej osobie. Może jedynie prowadzić do strony obiektu, procesu rezerwacji albo ekranu, na którym system sprawdza, czy użytkownik ma aktywne uprawnienie.

Dostęp może być ograniczony do czasu opłaconej rezerwacji. Zdarzenia mogą być zapisywane. Właściciel określa godziny działania, zasady korzystania i zakres automatyzacji.

Bezobsługowość nie oznacza więc anonimowości.

Oznacza, że zamiast recepcjonisty sprawdzającego kartkę z nazwiskiem system weryfikuje aktywną rezerwację.

Technologia, której użytkownik nie powinien zauważać

Najlepsza technologia nie zmusza człowieka do zastanawiania się, jak działa. Po prostu usuwa przeszkody.

Użytkownik nie chce analizować integracji kalendarza z zamkiem. Chce wejść.

Nie chce zastanawiać się, jak operator rozlicza płatność. Chce zarezerwować miejsce.

Nie interesuje go, czy potwierdzenie zostało wygenerowane automatycznie. Chce wiedzieć, że biurko będzie na niego czekało.

To właśnie oznacza płynne doświadczenie. Proces jest zaawansowany po stronie systemu, ale prosty po stronie człowieka.

Skanujesz. Wybierasz. Płacisz. Wchodzisz.

Kilka lat temu taki model wymagałby stworzenia osobnego systemu dla jednego obiektu. Dziś może być dostępny jako część wspólnej platformy.

I to właśnie otwiera drogę do popularyzacji coworków poza tradycyjnymi centrami biurowymi.

Czy cowork stanie się standardem nowoczesnego osiedla?

Być może.

Nie stanie się nim jednak dlatego, że dobrze wygląda w folderze sprzedażowym. Stanie się nim wtedy, gdy będzie odpowiadał na rzeczywistą potrzebę i będzie prosty w codziennym użyciu.

Mieszkaniec nie potrzebuje kolejnego pomieszczenia, do którego nikt nie zna zasad dostępu.

Potrzebuje miejsca, o którym wie, że jest dostępne. Potrzebuje jasnej ceny. Potrzebuje możliwości rezerwacji bez telefonowania. Potrzebuje wejścia bez szukania administratora.

Innymi słowy, sama przestrzeń nie wystarczy.

Potrzebny jest sposób, aby rzeczywiście z niej skorzystać.

Potrzeba była od zawsze. Teraz można odpowiedzieć na nią inaczej

Praca blisko domu nie jest chwilową modą. Jest logiczną odpowiedzią na życie, w którym granice między mieszkaniem, biurem i lokalną okolicą stały się mniej sztywne.

Do niedawna brakowało jednak modelu, który łączyłby profesjonalne warunki z elastycznością i rozsądnym kosztem.

Dziś automatyczna rezerwacja, płatność, komunikacja i kontrola dostępu zmieniają ten rachunek. Cowork może pojawić się bliżej ludzi, działać sprawniej i oferować ceny bardziej dostępne dla codziennego użytkownika.

Czy każde osiedle powinno mieć cowork?

Być może nie każde. Nie każda lokalizacja ma ten sam popyt i nie każdy budynek daje takie same możliwości.

Ale każde nowe osiedle, każda większa wspólnota i każdy zarządca dysponujący odpowiednią przestrzenią powinien przynajmniej zadać sobie to pytanie.

Bo być może kilka ścian, biurka i dobre łącze internetowe nie są już tylko lokalem.

Być może są brakującym fragmentem infrastruktury współczesnego życia.

Tomasz Lachor

Tomasz Lachor

CEO w Cowork-Booker.com

Założyciel Cowork Booker. Rozwija prop-tech, dzięki któremu przestrzenie do pracy mogą działać bliżej mieszkańców: rezerwacja, płatność i wejście bez ręcznej obsługi — tak, by lokalny cowork stał się realną częścią codziennej infrastruktury.

Popularne tagi::
  • coworking
  • osiedla
  • kontrola dostępu
  • flex office
  • operatorzy
  • prop-tech